Środowy wieczór upłynął pod kątem rewelacyjnych zwycięstw drużyn Old Boys oraz Team Spontan. Ci pierwsi po wygranej z Inter Marine są już o krok od awansu do elity. Na trzecioligowych parkietach, awans do zaplecza elity wywalczyła sobie ekipa Team Spontan. Zapraszamy na podsumowanie!

Inter Marine Masters – Old Boys 0-3 (19-21; 20-22; 18-21)

Do wczorajszego wieczora nie zdawaliśmy sobie sprawy, że droga prowadząca z nieba do piekła jest tak krótka. Jeszcze 24 godziny temu sytuacja ‘Mastersów’ w kontekście awansu zdawała się być rewelacyjna. Team Andrzeja Masiaka dość niespodziewanie ograł bowiem Eko-Hurt za komplet punktów, a na autostradzie prowadzącej do pierwszej ligi otworzyły się przed nimi bramki. Co więcej – pamiętacie jeszcze okres, gdy autostrada z Gdańska do Torunia na czas wakacji była bezpłatna? No – to tu było tak samo. Same korzyści, zero wad. Ostatnią przeszkodą w drodze do pierwszej ligi była jednak ekipa Old Boys i już przed meczem informowaliśmy o tym, że dla Mastersów będzie to bardzo trudna przeprawa. Cóż – nie pomyliliśmy się. Będący w świetnej dyspozycji gracze Bartłomieja Kniecia zaprezentowali się tak jak w kilku ostatnich meczach – wybornie i w konsekwencji do bezpośredniego awansu potrzebują… wygranej z Energa Treflem Gdańsk. Aktualnie nie wierzymy, że mogłoby się to nie udać. W głowach Old Boys awans został już zaprogramowany, a jakby tego było mało – punkt w rywalizacji z Flotą straciła również ekipa Eko-Hurt, co tylko podbiło osiągnięcie drużyny z Pruszcza Gdańskiego. Oj, sami zastanawiamy się, jak będzie wyglądała ta końcówka sezonu. Faktem natomiast jest to, że drużynie ‘Mastersów’ pozostało już tylko czekać i ściskać kciuki za innych.

Wolves Volley – Sharks 2-1 (22-20; 23-21; 24-26)

Drużyna Sharks powinna punkt z faworyzowanymi Wilkami szanować jak matkę. Przybliża ich on bowiem do utrzymania w trzeciej lidze. Wilki jawiły się jako zdecydowany faworyt tego starcia, ale w obecnym sezonie lubią gubić punkty lub nawet przegrywać ze niżej notowanymi rywalami, czego potwierdzenie zobaczyliśmy również i w tym spotkaniu. Już na starcie zauważyliśmy, że Wilki z lekka pokpiły sprawę. Stawili się bowiem na halę w szóstkę, z czego Tomasz Głębocki przybył spóźniony, w trakcie trwania rozgrzewki przedmeczowej. Od początku spotkanie było niezwykle wyrównane, choć prawdę mówiąc głównie pod tym względem, że obie ekipy nie prezentowały jakiegoś rewelacyjnego poziomu. Ze strony Rekinów na tle kolegów bardzo wyróżniał się Artur Kulesza, z kolei po drugiej stronie siatki rewelacyjną zagrywką popisywał się Łukasz Fąk. Pierwszy set zakończył się grą na przewagi na korzyść Wilków (22-20). Jeszcze po gwizdku końcowym trwała długa dyskusja Sharksów, że nie popełnili błędu w ostatniej akcji, ale Pani sędzia nie miała tego dnia litości i mimo sprzeciwów zakończyła partię. W drugiej odsłonie Wilki zaprezentowały się o niebo lepiej, a to, co wyczyniał w ataku oraz na zagrywce Tomasz Głębocki zapadnie nam na długo w pamięci. Od stanu 18-13 Rekiny zaczęły jednak gonitwę punktową, wskutek czego znów mieliśmy w końcówce grę na przewagi. Znów więcej szczęścia miała ekipa Wolves wygrywając 23-21. W trzecim secie Sharks pokazali się ze swojej najlepszej strony, prowadząc przez większość partii, choć i tym razem nie obyło się bez emocji. Trzecia odsłona padła łupem Rekinów 26-24.

Speednet – Tufi Team 1-2 (16-21; 21-17; 14-21)

Już przed meczem było jasne, że dla obu drużyn środowe spotkanie będzie jednym z największych i najważniejszych meczów w historii. Nie ukrywamy, że wytypowanie faworyta było dla nas nie lada wyzwaniem. Problem z tym mieli sami typerzy w aplikacji, gdzie głosy na poszczególne drużyny rozkładały się mniej więcej po połowie. Ostatecznie, po kapitalnych wynikach w dwóch ostatnich meczach, postawiliśmy na Speednet. W mecz lepiej weszli jednak 'Tuffiki’, którzy na półmetku premierowej partii prowadzili 10-7. Przewaga trzech–czterech punktów utrzymywała się do samego końca i finalnie, dzięki dobrej skuteczności w ataku, zespół Tufi wygrał tę partię do 16. Środkowa odsłona to jednak zwrot akcji. Lepiej weszli w nią gracze Speednetu, którzy po bloku swojego kapitana – Macieja Miścickiego – wysunęli się na prowadzenie 9-4. Z czasem zaczęli jednak popełniać błędy, po których Tufi zdołało wyrównać na 9-9. Kiedy wydawało się, że szala zwycięstwa przechyla się na stronę Tufi, 'Programiści’ ruszyli z falą kolejnych ataków, które zapewniły im wyrównanie stanu rywalizacji (21-17). Decydujący o zwycięstwie set był wyrównany, ale tylko do stanu 5-5. Z czasem uwypukliła się przewaga Tuffików, którzy wygrali seta do 14, a cały mecz 2-1. To sprawia z kolei, że na jeden mecz przed końcem trzy drużyny mają po 14 punktów, a tylko jedna z nich zdoła się z tego wykaraskać. Grubo. Najciekawsza grupa spadkowa ever.

Kraken Team – MiszMasz 2-1 (18-21; 21-15; 21-17)

Oni najprawdopodobniej to zrobią i nie jest to żart. Mamy na myśli tragiczny wręcz bilans drużyny MiszMaszu, która w dwunastu rozegranych spotkaniach zdołała wygrać zaledwie dwa razy. Mimo tak parszywego stosunku, zespół Rafała Wróblewskiego na jedną kolejkę przed końcem zdaje się mieć ogromne szanse na utrzymanie w trzeciej lidze. Aktualnie mają oni na koncie 14 oczek, ale w perspektywie spotkanie z ekipą Spedway AWKS, w którym bądź co bądź – będą faworytem. Biorąc pod uwagę, że w bezpośrednim starciu zmierzą się również gracze Staltestu oraz Sharks i siłą rzeczy – dwie drużyny nie wygrają, to perspektywa MiszMaszu jest naprawdę niezła. Wobec tego – punkt z Kraken Team oceniamy koniec końców całkiem pozytywnie. Oczywiście jest też niedosyt. W premierowej partii, MiszMasz prezentował się świetnie i po bardzo dobrej formie Andrzeja Lubańskiego, zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu. Niestety dla nich – w ślad za formą z początku meczu, team nie prezentował się już tak dobrze w drugim oraz trzecim secie. O ile do połowy środkowej partii obie drużyny prezentowały podobny poziom (12-12), tak w dalszej części zarysowała się przewaga 'Bestii’, która wygrała tę partię do 15. Swoją szansę na zwycięstwo, MiszMasz miał jeszcze w trzeciej odsłonie, gdzie do połowy seta to oni prowadzili grę. Z czasem faworyt podkręcił jednak tempo i w konsekwencji mecz zakończył się szczęśliwym podziałem punktów dla drużyny Roberta Skwiercza.

Flota Active Team – EKO-HURT 1-2 (15-21; 21-15; 18-21)

Przedwczoraj był tryb eko, wczoraj miał być tryb sport. Czy to się udało? No nie do końca. Spotkaniu Floty z Eko-Hurtem z boku przyglądali się gracze Old Boys, którzy chwilę wcześniej wygrali w kapitalnym stylu z Inter Marine. Do pełni szczęścia potrzebowali zobaczyć rywala w walce o awans rozłożonego na łopatki. Początek jednak nie zwiastował takiego scenariusza, bowiem podobnie jak w spotkaniu z Inter Marine Eko-Hurt bardzo mocno wszedł w mecz. Hurtownicy z każdym punktem coraz mocniej dociskali śrubę. Choć Flota od początku stawiała dzielnie opór i trzymała poziom podobny do rywala, z czasem zaliczyli drobny zjazd, wskutek czego gracze Pawła Dawczaka zakończyli seta na swoją korzyść 21-15. Po zmianie stron Eko-Hurt, podobnie jak dzień wcześniej w drugim secie w meczu z Inter Marine, zaczął odwalać przysłowiową manianę. A przypominamy, że Maciej Manista, szerzej znany jako ‘Maniana’ już od jakiegoś czasu nie występuje w szeregach Floty. Z biegiem seta Hurtownicy zaczęli popełniać coraz więcej błędów i widać było coraz więcej niedokładności w ich grze. Flota z kolei zaprezentowała kapitalne granie, piękne akcje i do tego wszystko im wychodziło. Zakończyli seta z przytupem, odgryzając się w pięknym stylu wynikiem 21-15. Trzecia partia również nie zaczęła się kolorowo dla graczy Eko-Hurtu. Po fatalnej serii błędów własnych przegrywali już 10-6. W tym momencie do gry wkroczył Andrzej Pipka i dosłownie uratował im dupę, zgarniając przy okazji tytuł MVP. Finalnie, Hurtownicy w końcówce sezonu coraz bardziej gmatwają sobie sytuację w ligowej tabeli. Mieli wszystko w swoich rękach, aby powalczyć nawet o mistrzostwo. Teraz nie wiadomo nawet czy na finiszu nie wyprzedzą ich Old Boys i nie wygryzą ich z awansu do pierwszej ligi.

Energa Trefl Gdańsk – Speednet 2 0-3 (18-21; 19-21; 14-21)

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że mecz pomiędzy Speednetem 2, a Energa Trefl Gdańsk będzie jedynym spotkaniem w środowy wieczor, który nie będzie miał wpływu ani na strefę medalową, ani na to, która z drużyn znajdzie się w strefie zagrożonej spadkiem. Niemniej jednak – Speednet miał z najmłodszą drużyną w lidze 'rachunki do wyrownania’ za poprzedni sezon, w którym 'gdańskie lwy’ nie mieli problemu z rozbiciem swoich rywali i zgarnięciem kompletu punktów. Wczorajszy mecz rozpoczął się z od prowadzenia 'Programistów’, na które drużynę skutecznymi atakami wyprowadził duet skrzydłowych Speednetu (8-5). W dalszej części graczom Trefla udało się jednak doprowadzić do wyrównania po 15 i kiedy wydawało się, że będziemy świadkami wyrównanej końcówki, Speednet za sprawą Sławomira Jaczaka podkręcił tempo i finalnie wygrali tę partię do 18. Środkową odsłoną to set, w którym ba początku zarysowała się delikatna przewaga Speednetu. Z czasem przy zagrywce Rafała Pączka, Energa Trefl doprowadziła do wyrównania po 15, ale końcówka seta ponownie należała do Speednetu (21-19). Po fiasku związanym z brakiem punktów w dwóch pierwszych setach, sił i woli walki drużynie Trefla wystarczyło zaledwie na początek trzeciego seta. W dalszej część Speednet wskoczył na bardzo wysokie obroty i finalnie wygrał tę partię do 14, wskakując tym samym na szóste miejsce w lidze – brawo!

AIP – BEemka Volley 2-1 (24-22; 21-18; 18-21)

Nie tego spodziewaliśmy się po spotkaniu dwóch drużyn po pierwsze – znajdujących się w grupie mistrzowskiej, po drugie – walczących o medale i po trzecie – drużyn, które znamy z niebywałej wręcz waleczności, nawet w meczach o niższą stawkę. Od czego by tu zacząć? Gracze AIP stawili się tego dnia na hali w szóstkę. Pierwszy set był niezwykle wyrównany, ale mieliśmy wrażenie obserwując z boku to spotkanie jakby żadna z ekip nie chciała go wygrać. Nie było widać większych emocji w szeregach obu teamów ani nawet starań w walce o kolejne punkty. Ktoś niezorientowany w temacie Siatkarskiej Ligi Trójmiasta mógłby pomyśleć, że ogląda jakiś sparing. Drużyny kompletnie nie wyglądały, jakby walczyły o jakieś cele. Beemka przegrała premierową partię na własne życzenie, po grze na przewagi 22-24. O ile ta była wyjątkowo wyrównana to od samego początku drugiej ‘Niebiescy’ wpadli w jakieś limbo. Tak słabego przyjęcia w Beemce chyba jeszcze nie widzieliśmy. Nie mówiąc już o innych elementach siatkarskiego rzemiosła. Po prostu porażka, na którą wręcz ciężko było patrzeć. W drugiej połowie seta co prawda nastąpił jakiś zryw z ich strony i udało im się nieco zniwelować stratę punktową, ale to nie wystarczyło i finalnie AIP zakończyło na swoją korzyść kolejną odsłonę 21-18. W trzeciej partii AIP nieco się rozluźniło, a z kolei Beemka wreszcie zaczęła nieco bardziej przypominać dawną siebie. Mozolnie, punkt za punktem udało im się dotrzeć do końcówki, w której tym razem oni byli górą 21-18. Sytuacji w ligowej tabeli, w której się postawili nie chce nam się nawet komentować.

Challengers – Team Spontan 0-3 (19-21; 24-26; 19-21)

To już pewne. Po kilku sezonach, a nawet latach przerwy, Team Spontan wraca do drugiej klasy rozgrywkowej – gratulujemy. Jednocześnie wycofujemy się z tez, które głosiliśmy jeszcze kilka tygodni temu, gdy pisaliśmy, że tak na nasze, to Spontan wcale nie chce awansować. Wiecie – case podobny do tego, gdy ma się świadomość, że czas najwyższy zmienić pracę, a mimo wszystko istnieje jakaś nieuzasadniona obawa, że nowe nie oznacza lepsze. Od tamtego czasu zespół Piotra Raczyńskiego zaczął jednak wygrywać i po imponującej serii pięciu zwycięstw z rzędu, w których team zdobył aż 14 na 15 możliwych punktów, Spontan zapewnił sobie awans do zaplecza elity. Co ciekawe, na jedną kolejkę przed końcem ligowych zmagań mają oni o dwa punkty więcej niż Dream Volley, który dla odmiany przegrał w ostatnim starciu. Wobec tego – przed ostatnim meczem sezonu bardzo dużo wskazuje na to, że poza awansem Spontan zagwarantuje sobie również tytuł mistrzowski w trzeciej lidze. Wow – gratulacje, zrobiliście coś naprawdę wielkiego. Przechodząc płynnie do Challengersów, chcielibyśmy napisać, że przed sezonem przewidywaliśmy, iż mecz pomiędzy Challengersami a Spontanem może zadecydować o tym, która z drużyn awansuje do drugiej ligi. Obecny sezon w wykonaniu drużyny Wojciecha Lewińskiego to jednak pasmo rozczarowań. O ile do wczoraj team mógł mieć jeszcze jakieś nadzieje, to zostały one szybko rozwiane. Ok – Challengersi byli pod grą, ale kolejnym dowodem na to, że to Spontanowi, a nie Challengersom należał się awans, jest fakt, że to ci pierwsi w końcówkach przechylali szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Merkury – Szach-Mat 2-1 (21-16; 21-14; 18-21)

Czysto teoretycznie istniała jeszcze szansa na to, że zespół Szach-Matu zdoła utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Aby tak się jednak stało, team Dawida Kołodzieja musiałby jednak powtórzyć osiągnięcie Fuxa Pępowo z ostatniej kolejki, a na dodatek – w ostatnim meczu wygrać za komplet z drużyną z Pępowa. Precyzując – o tym scenariuszu wspominaliśmy raczej nie dlatego, że realnie wierzyliśmy, że może się on wydarzyć, ale raczej z kronikarskiego obowiązku. Bo powiedzmy sobie szczerze. W to nie wierzyli sami 'Szachiści’, których w lidze nie pamiętamy z aż tak słabej dyspozycji, a na dodatek, z pokiereszowanej sfery mentalnej. W naszym odczuciu obecny sezon dał drużynie Szach-Matu w kość i zastanawiamy się jak drużyna odnajdzie się w przyszłym sezonie. Czy zdoła się odbudować, czy jednak po spadku, który dokonał się w środowy wieczór team stoczy się jeszcze bardziej. Podobne przemyślenia, o czym informowaliśmy już kilkukrotnie mamy w kontekście drużyny Merkurego. Team, który do niedawna był absolutną potęgą Inter Marine SL3 nam w ostatnim czasie ewidentnie zdziadział. Wiecie – Pamela Anderson też kiedyś była obiektem westchnień mężczyzn z całego świata, a jak jest dziś, każdy wie. Wczorajsze spotkanie miało w zamyśle poprawić sferę mentalną jednej z drużyn, ale to czy faktycznie się tak stało, pozostaje sprawą dyskusyjną.